2011/12/20

fotoplastykon jak prezent na święta ;)

...to post olbrzymi, uprzedzam solennie. ale i mocno zaległy, może tym razem nie w zakresie pokazania światu, ale bardziej w ogóle dotarcia do miejsca. jako rzecze strona (klik!):

"Fotoplastikony wymyślono w Niemczech w drugiej połowie XIX wieku. Nowy wynalazek szybko zdobył ogromną popularność, dawał bowiem przecięt­nemu czło­wiekowi możliwość obej­rzenia nawet najodleg­lejszych zakątków świata, za cenę nie­drogiego biletu wstępu, bez podej­mowania trudu i niebez­pieczeństw podróży. Wrażenie było doprawdy nad­zwyczajne, gdyż dzięki specjalnej technice fotogra­fowania metodą stereo­skopową widz otrzy­mywał obraz trój­wymiarowy, dający iluzję obco­wania z rzeczy­wistością. Tak oto wiek pary i kolei żelaznej stworzył także, nieskrę­powany czasem i prze­strzenią wehikuł do podej­mowania wirtu­alnych podróży. Fotopla­stikony rosły jak grzyby po deszczu. Na przełomie XIX i XX wieku było ich ok. 250, roz­sianych po całej Europie. W tym samym czasie, w Paryżu, bracia Lumière zaprezen­towali kinema­tograf, wynalazek, który rychło zawładnął wyobraźnią ludzi na tyle, że zapom­nieli o fotoplasti­konach — dziwnych, nieprak­tycznych beczkach. Pierwsza recenzja o fotoplasti­konowym spektaklu w War­szawie ukazała się w Kurjerze Warszaw­skim w 1901 roku. Fotoplasti­kon w Alejach Jerozo­limskich został założony ok. roku 1905 i jest obecnie jedynym takim obiektem na świecie zacho­wanym in situ, czyli w miejscu oryginalnej eksploa­tacji. Ocalał, ponieważ pomagał ludziom, miesz­kańcom Warszawy przetrwać trudne czasy, w jakich przyszło im żyć. Podczas drugiej wojny światowej był konspi­racyjnym punktem kontaktowym. W roku 1945, pokazując wśród ruin piękne, kolorowe zdjęcia sprzed wojny, dawał nadzieję i chwilę wytchnienia. W latach 50-tych i 60-tych był małą szczeliną w żelaznej kurtynie: tu chodziło się na randki, słuchało jazzu i oglądało zdjęcia z Londynu i Paryża. Dzisiaj Foto­plastikon to miejsce magiczne, gdzie spotykają się realne-nierealne postacie ze starych zdjęć, z widzami, którzy przy­chodzą, odchodzą, wracają po latach, by szukać realnego-nierealnego wspomnienia, zapachu, błysku światła."

...a jak wygląda to dziś? otóż sprawdzamy adres i wędrujemy, wędrujemy... i docieramy najpierw na lekko odrapane podwórko, dalej przechodzimy koło malowniczych kontenerów na śmieci, a następnie znajdujemy właściwe drzwi. przekraczamy je. trafiamy do małego pomieszczenia, ni to przedsionka, ni wiatrołapu, ni zwykłego przedpokoju. ale już wiemy, widzimy i czujemy, że jest inaczej. są draperie na ścianach. lekki półmrok, stare dźwięki i upięte atłasy... przechodzimy dalej, i kiedy oczom naszym ukazuje się 'beczka' fotoplastykonu, wtedy też zdajemy sobie sprawę z tego, że głos, który słyszymy należy nie do kogo innego tylko do Ordonki (klik)... wtedy pozostaje nam jedynie zdjąć płaszczyk, wybrać krzesełko i okulary;) i podziwiać wystawę. oddać sie magii szkiełek stwarzających iluzje 3d. od 1905 roku.
trafiłam na wystawę zdjęć Warszawy sprzed stu lat... a oto i parę fotek z wystawy...

ps. proszę zgadywać co dokładnie widać na obrazkach. nie krepować się :)
ps2. tutaj należałoby przypomnieć i wyjaśnić, że blogas składa się zdjęć z tylko i wyłącznie telefonów komórkowych, które znajdowały sie na przestrzeni ostatnich lat w moim posiadaniu (ależ ta technika galopuje!!!). wyjątkiem była np relacja z barcelony z 2007 roku. daaaawno, no i nieprawda.
ps3. tym, co ostatecznie pchnęło mnie do zebrania się i zobaczenia wystawy, był fakt, że nawet osoba z Północy Południa była w stanie tu dotrzeć... więc czas był i na mnie. cieszę się, że są nadal ludzie, którzy inspirują :)















5 comments:

  1. to już kolejna rzecz po neonach co mnie ciągnie do Ciebie :)

    ReplyDelete
  2. szkoda, że nie ja sama, ale cóż :P

    ReplyDelete
  3. Magiczne zdjęcia w magicznej oprawie...

    ReplyDelete